nowa50plus | e-blogi.pl
Blog nowa50plus
Życie... 2018-02-28

Pogubiłam się na dobre...


Po raz kolejny nie wiem co mam robić.


Czy w moim życiu zagości w końcu spokój? Wątpię... Ciągle mam nadzieję, że w pojawi się w nim ktoś kto wniesie do niego zwykłą codzienność. Bo tego mi najbardziej brak.


Zawsze lubiłam chodzić własnymi ścieżkami, obce są mi odruchy stadne... i byłam z tego dumna. A teraz chcę tak jak inni... tak zwyczajnie... tak normalnie bez udziwnień... Jestem zmęczona i po prostu przestaje mi się chcieć. Nie mam ochoty na coś szczególnego, wyjątkowego, wymagającego starań tylko normalność. Dziwię się sama sobie... zawsze stawiałam sobie i innym wysoko porzeczkę, a teraz sukcesywnie ją obniżam...


Co się ze mną dzieje... Czy to nadal jestem ja? czy tylko jakaś część mnie, która przetrwała te wszystkie zawirowania i choć niechętnie to jeszcze próbuje coś z tym swoim życiem zrobić...?


Ten mój nowy ON 2017-10-26

Między nami jest niezwykłe porozumienie, takie nawet bez słów...


Poza byłym M. nie znam innego mężczyzny, w którego towarzystwie tak dobrze bym się czuła, z którym mogłabym rozmawiać godzinami.


Czuję jakbyśmy się znali od zawsze...


Ale...


Nie mam poczucia bezpieczeństwa… pojawia się mętlik w głowie:


Wiele elementów układanki mi nie pasuje.


Coś mi nie gra… czuję, że coś jest nie tak.


A ja nie chcę udawać, że wszystko jest OK bo zwyczajnie nie jest!


Nie zgadzam się na manipulację, na jakikolwiek nacisk, wywieranie presji.


Nie chcę iść na ustępstwa nie otrzymując nic w zamian.


Nie chcę być traktowana instrumentalnie.


Oczekuję szczerości i uczciwości…

Więc chyba zapytam... widzisz możliwość zmiany tej sytuacji na lepsze, bo ja czuję, że otwieram się na tę znajomość, z dnia na dzień stajesz się mi coraz to bardziej bliższy... a więc ryzyko cierpienia wynikające z rozczarowania, zawiedzenia... jest większe.

A ja nie chcę cierpieć...


Powiem mu...


 


Tylko czy to coś da... skoro mężczyźni zwykle w takiej sytuacji mówią... nie przesadzaj... to nie jest tak jak myślisz... chyba masz złe doświadczenia...


 


A przecież niewielu jest ludzi z którymi chcemy przebywać i z którymi nam jest dobrze przez większość czasu więc... jeśli nam się uda kogoś takiego znaleźć to trzeba o niego walczyć...


Co ja mam robić???


 



Chichot losu? 2017-10-09

 


Zauważyłam pewną prawidłowość w moim życiu… otóż są takie dni, że siedzę i nudzę się oczekując jakiegokolwiek kontaktu: telefonu, smsa, maila, itp. A tu nic… cisza, aż to boli!!!


A są takie dni jakby sobie nagle „wszyscy” o mnie przypomnieli i nabrali ochoty na rozmowę czy pisanie choćby krótkich wiadomości. Po takim spiętrzeniu kontaktów źle znoszę następujący później kolejny okres ciszy w eterze…


Taki miałam właśnie ten weekend…


Otóż przez ten mój nieszczęsny remont nasze spotkania (z dziećmi) trochę straciły na częstotliwości. Więc jak syn mi zakomunikował, że nie ma przeproś przyjeżdżają w sobotę to nie miałam… serca tłumaczyć, że może trzeba tę wizytę przełożyć na inny termin bo jeszcze nie mieszkam u siebie.


Zresztą oni jakby wyprzedzając moją argumentację… zarezerwowali pokój w hotelu… Syn stwierdził, że jeszcze nie spał w hotelu w swoim rodzinnym mieście więc nadarza się super okazja :D


Oczywiście mimo tego, że rzeczywiście spali w hotelu to prawie cały czas spędzaliśmy razem…


a tu: a to telefon, a to sms, a to mail i tak bez przerwy.


Nauczyłam swoje dzieci, że jak przyjeżdżają do mnie to cały wspólnie spędzony czas należy wyłącznie do nas, nie ma telefonów, smsów, gier itp.


To jest nasz czas!!!


A tu podczas ich wizyty sama stałam się „centrum zainteresowania” moich znajomych!!!


A to zadzwonił kolega (mieszka i pracuje w Niemczech), że właśnie jedzie do Polski odwiedzić matkę i bardzo by chciał się spotkać na kawę, a w ogóle by było miło gdybyśmy sobie teraz trochę... pogadali bo już jest znużony tą podróżą.  A to zadzwonił kolega, który nagle przypomniał sobie że miałam do niego sprawę, a on wtedy nie za bardzo miał  czas, ale teraz ma więc jakbym mu opowiedziała wszystko z detalami od początku. A to odezwał się fachowiec, który nagle przerwał pracę, bo pewnie trafiła mu się jakaś „okazja”. A to odezwał się M. bo mamy jeszcze wspólne sprawy.


Wreszcie zadzwonił ten „od randki” żeby trochę pogadać, bo za niedługo wsiada w samochód i jedzie na mecz do Warszawy i nie będziemy mogli ani się spotkać ani porozmawiać przez telefon. Bo mecz trwa do godz. 20-tej a potem przecież droga powrotna, a nie jedzie sam tylko z synem.


A ja tak bardzo chciałam każdą minutę poświęcić swoim dzieciom. Oczywiście zrobiłam wszystko, żeby w żaden sposób nie „uszczknąć” wspólnego czasu, ale…


musiałam się bardzo starać… to po pierwsze, a po drugie to po wyjeździe moich dzieci nastąpiła absolutna cisza w eterze nikt się nie odzywał… a ja wtedy mogłam w sposób niczym nieskrępowany porozmawiać albo pisać, ale wtedy nikt nie miał na to ochoty… nikt do mnie nie zadzwonił, nikt nie napisał... :(


Czy to nie jest chichot losu…


Idę na randkę... 2017-10-04

Idę dziś na randkę... może moje czekanie na miłość wreszcie  się skończy... :D


Chcę mieć dom... 2017-09-28

Od kilku lat mieszkam sama…


I przyznam, że na początku odczuwałam ogromną radość z samodzielnej egzystencji… trwało to może rok może dwa, ale ta fascynacja zaczęła się z czasem powoli wygaszać i mimo tego, że byłam zorganizowana i poukładana to coraz bardziej brakowało mi czegoś niematerialnego.


Brakowało mi... domu, ponieważ dom to nie podłoga, ściany i sufit ale osiągnięty stan emocjonalny, powodujący, że właśnie do tego domu wraca się z radością.


To świadomość, że ktoś na mnie czeka, że mnie przywita, że wysłucha.


A ja mogę mu odpowiedzieć tym samym i cieszyć się z faktu, że to sprawia mu radość.


Dom to azyl i schronienie, tak potrzebne do zbalansowanej egzystencji, ponieważ człowiek nie jest stworzony do samotności i tak jak ktoś mądrze powiedział, że  


we dwoje, to radości mnożą się przez dwa zaś smutki przez dwa dzielą się.


Może to co pisze jest oczywiste, ale właśnie takich, wydawać by się mogło prostych i oczywistych rzeczy mi brakuje. Mimo tego, że próbowałam coś ułożyć, to jak się w praktyce okazywało, coś zawsze było nie do przejścia.


To smutne, ale taka konkluzja, świadczy też o tym, że nie jest łatwo spotkać kogoś, z kim „urządzanie domu” będzie możliwe a przede wszystkim, aby się chciało… chcieć, bo wtedy świat zmienia barwy a wszystko staje się i łatwiejsze i piękniejsze i drobne sukcesy potrafią naprawdę cieszyć…


 


Chcę cieszyć się z tego, że żyję z kimś i dla kogoś... kto podziela moje wartości!!!


Czy ze mną... 2017-09-27

Czy ze mną jest coś nie tak…?


Pewnie jest… skoro nie mogę znaleźć sobie tej drugiej połowy.


Ale co to znaczy ta druga połowa? Pewnie dla każdego co innego…


Dla mnie to mężczyzna, z którym nadawałabym na tych samych falach, który byłby dla mnie partnerem, z którym miałabym wspólne zainteresowania, poglądy, plany, marzenia, itp.


A więc właściwie… standard no to dlaczego tak trudno mi go znaleźć?… i dlaczego on mnie nie szuka?, bo przecież gdzieś jest…


Ponoć każdemu jest ktoś przypisany…


Jak długo mam na niego czekać… tak bardzo chciałabym oddać… serce w dobre ręce… a tu nic!


Nie bardzo już mogę czekać… czas płynie szybko, a moje serce jest coraz to bardziej obolałe, bo nikt go nie chce…


Przecież nie oczekuję zbyt wiele… chcę normalności… chcę mieć do kogo rano mówić… dzień dobry, a wieczorem kiedy idę spać… chcę mieć do kogo powiedzieć: dobrej nocy...


I chcę mieć pewność, że będzie tak każdego dnia…


Dopiero życie we dwoje... ma właściwy wymiar i ja tego bardzo chcę…


Remont... 2017-09-14

To już trzeci fachowiec… może do trzech razy sztuka...


Może ten wreszcie przywróci mi wiarę w ludzi zwłaszcza tych którzy pracują w branży: usługi budowlano-remontowe.


Odkładany z różnych przyczyn remont w końcu zaczął się w połowie  marca br.  i miałam nadzieję, że skończy się przed Świętami Wielkanocnymi, ale…


Pierwszy fachowiec, na którego czekałam cierpliwie kilka miesięcy popracował kilka dni, wziął dwie zaliczki na poczet rozliczenia i nagle nie pojawił się… próbowałam się z nim skontaktować. Bezskutecznie.


Przez długi okres nie odbierał telefonu i nie odpowiadał na smsy. Aż w końcu przysłał smsa, że dostał zlecenie i przebywa za granicą jak skończy to wróci i dokończy...


Przyznam, że byłam w szoku… ja myślałam że wydarzyło się coś złego, że może jakiś wypadek, czy choroba… i to byłabym w stanie zrozumieć, ale to że zdobył jakieś dobrze płatne zlecenie i nie napisał choćby krótkiego smsa od razu jak próbowałam dowiedzieć się co się z nim dzieje. To tego w ogóle nie mogłam zrozumieć.


Ale jak już przełknęłam tę gorycz postanowiłam mu dać szansę. Tym bardziej że byłam przekonana o tym że to dobry fachowiec.  Czekałam, czekałam… czas płynął a ja… w mieszkaniu z rozgrzebanym remontem…


Był maj… kiedy nie mając z nim kontaktu postanowiłam ostatecznie zakończyć z nim współpracę.


Próbowałam znaleźć kogoś kto dokończy to co on zaczął i zacznie to co jeszcze nietknięte.


Robiłam to z dużym trudem, bo po pierwsze czułam się oszukana i w związku z tym byłam wyjątkowo nieufna, po drugie miałam w ogóle problem z fachowcami, którzy w większości nie byli zainteresowani remontem mieszkania w bloku.


Okazuje się, że każdy fachowiec chętnie podejmie się wykończenia mieszkania w stanie developerskim, ale nie mieszkania gdzie trzeba zerwać np. starą glazurę, poprowadzić nową instalację elektryczną czy wodno-kanalizacyjną itp. Tego unikają jak ognia!!!


Nie był to też dobry okres na poszukiwanie fachowców bo zbliżały się wakacje i większość z nich już miała zaklepane terminy. Ludzie wyjeżdżają, zostawiają klucze a fachowcy remontują pod nieobecność domowników. Wracają… a tu wszystko gotowe!


Więc odpuściłam… i też zrobiłam sobie wakacje. Postanowiłam wrócić do remontu jak już odpocznę od koszmaru, który zafundował mi mój pierwszy fachowiec.


Wróciłam z wakacji… wypoczęta pełna chęci do podjęcia spraw remontowych… i nagle… otrzymuję smsa od fachowca, że właśnie jest i może kontynuować remont…


Miałam wątpliwości co do jego deklaracji, ale uznałam, że dam mu szansę dokończenia przynajmniej pokoju dziennego, który zaczął jeszcze w marcu…


Mieliśmy ustalony termin… ale oczywiście nie pojawił się. Po czym przysłał smsa, że będzie ale parę dni później… a potem znów kontakt się urwał…


 


Byłam wściekła na siebie… że niczego mnie ta wcześniejsza sytuacja nie nauczyła.


 


Dlaczego ja taka jestem?  dlaczego daję drugą szansę ludziom, którzy na nią nie zasługują?


Dlaczego…? Dlaczego…?


Pseudo fachowcy 2017-09-14

Jakiś czas temu zaprowadziłam auto do naprawy bo zapaliła się lampka silnika.


Nie był to przypadkowy warsztat, ale taki polecony przez kogoś kto korzystał z jego usług.


Na początku wszystko było OK. Właściciel warsztatu nawet odstawił po naprawie auto na wskazane miejsce. Byłam zadowolona z obsługi, ale…


Po jakimś czasie sytuacja z  lampką powtórzyła się, więc udałam się do warsztatu z reklamacją i co się okazało… otóż pracownik, który dokonywał naprawy źle założył uszczelkę i w związku z tym wyciekał olej. To nie powinno mieć miejsca. Sytuacja była dość niebezpieczna tym bardziej, że bo po naprawie byłam kilka dni w górach…


Oczywiście dokonano naprawy, ale lampka silnika nie zgasła...


Właściciel warsztatu wysłał mnie do elektronika - twierdząc, że to co mógł zrobić to zrobił… Prawdopodobnie to sterownik i trzeba go zresetować...


Pojechałam do elektronika. Ten po podłączeniu auta do komputera potwierdził, że to sterownik.  Jest uszkodzony  i nie da się go naprawić tylko trzeba wymienić. Przez dłuższy czas próbował go zdobyć aż w końcu się poddał i stwierdził, że właściwie mogę jeździć z palącą się lampką bo wszystko jest w porządku tylko nie da się zresetować tego błędu, który powoduje świecenie się lampki...


Naprawa u mechanika kosztowała mnie sporo pieniędzy a diagnostyka u elektronika i jego starania związane z poszukiwaniem sterownika jeszcze więcej… a efekt był taki, że do końca tzn. do sprzedaży auta jeździłam się z palącą lampką. Co zresztą wpłynęło na cenę sprzedaży samochodu…


Czy tylko ja mam takiego pecha do fachowców...


Trudny okres...? 2017-09-12

Przechodzę trudny okres w swoim życiu… Doskwiera mi samotność…


Postanowiłam odświeżyć kilka znajomości i…


Zadzwoniłam do kolegi z którym dawno nie rozmawiałam. Kiedyś te kontakty były dość częste, nawet byliśmy razem na paru imprezach, ale potem z racji odległości i obowiązków powoli wytracały na intensywności i stawały się coraz to rzadsze i rzadsze aż w końcu prawie zanikły.


Oczywiście wiedzieliśmy co u kogo się dzieje ale to tak bardzo pobieżnie…


No, ale zadzwoniłam do niego i…


„M. co słychać..? A on na to… słuchaj ja umieram…”


Myślałam, że sobie żartuje… Często zdarza się, że mówimy w ten sposób jak np. boli nas głowa czy mamy inne dolegliwości. Ale on mówił serio… Zatkało mnie…


Otóż jakiś czas temu wykonując jakieś prace w ogrodzie… poślizgnął się na świeżo skoszonej trawie… Pamiętam jak mi o tym opowiadał… nie sądziłam, że będzie to początek czegoś bardzo poważnego…


Ból po tym upadku utrzymywał się dość długo więc wybrał się do lekarza… Potem były badania, konsultacje, znów badania znów konsultacje… jakieś leczenie, jakaś rehabilitacja… A poprawy brak!


Wreszcie kolejne już badania i kolejne wyniki przyczyniły się do postawienia wstępnej diagnozy…


Aktualnie jest po różnych bardziej mniej inwazyjnych zabiegach, po długim leczeniu, po chemii… i niestety nie ma poprawy. Jest przed kolejną serią badań, której bardzo się boi, bo czuje się źle i to może świadczyć o dalszych przerzutach…


Nie wiedziałam co powiedzieć, nadal nie wiem… bo czy można w takiej sytuacji znaleźć odpowiednie słowa czy w ogóle takie istnieją…


Pomyślałam... „Boże… M. bardzo ci współczuję, bardzo mi ciebie żal będę trzymać za ciebie kciuki żeby wyniki były dobre i żebyś zwyciężył tę nierówną walkę.


Walcz do końca…


Powiedziałeś mi, że miałeś fajne życie, wiele fajnych rzeczy doświadczyłeś ale chciałbyś jeszcze żyć… i ja ci tego życzę… trzymaj się M.”


 


I czy rzeczywiście przechodzę trudny okres w swoim życiu...???


Jestem w czarnej... 2017-09-09

Nie lubię wulgaryzmów, ale nie umiem tego inaczej nazwać… jestem w czarnej d…!!!


Wiem…  wiem, że nic nie trwa wiecznie i zawsze może być gorzej, ale ja oczywiście wolałabym żeby wreszcie było lepiej...


Moje życie jakby nie było już moje… nie mam zupełnie wpływu na to co się dzieje. To straszne.  Ja muszę mieć poczucie, że choć trochę jest po mojemu bo inaczej nie potrafię. A tu za co się nie wezmę idzie jak po grudzie i na dodatek zaczynam trafiać na takie przeszkody, których nie umiem pokonać…


Starałam się zawsze mieć nad wszystkim większą albo mniejszą kontrolę, a teraz jest to zwyczajnie niemożliwe. Źle się z tym czuję… miotam się… walczę i nic. Chyba za dużo się na mnie zwaliło na raz. Odkładałam pewne sprawy na później, na lepszy czas. A teraz  mnie to przerosło…


Wiem, że to co chcę zrobić jest wykonalne, ale otoczenie jakby się zmówiło i na każdym kroku mi udowadnia, że jest inaczej!


Na razie nie potrafię odpuść i poddać jeszcze resztką sił walczę…


Najgorsze, że jestem w tym sama. Nawet nie mam z kim o tym pogadać, wyrzucić z siebie to co się nagromadziło i powoli mnie zżera od środka. Nie mam teraz nikogo kto znaczyłby dla mnie więcej niż kolega czy znajomy. A nie potrafię otwierać się przed kimś kto znaczy dla mnie tak niewiele.


Zawsze miałam problem z opowiadaniem o tym co się dzieje w moim życiu, a zwłaszcza o niepowodzeniach bo traktowałam to jako rodzaj porażki, że sama nie umiem znaleźć rozwiązania.


Nie umiem też prosić o pomoc… więc zmagam się ze wszystkim sama, a mam już coraz mniej siły…


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]